12 maja 2026, 14:22

Teraz

12°

Fakty

A A A

OSTRZESZÓW: Jak listonosz został rekordzistą świata

Kiedy w pierwszych dniach lipca 1988 roku podejmował, zakończoną sukcesem, próbę pobicia rekordu świata w supertriathlonie był na ustach całej Polski. Wszyscy byli pod wrażeniem bezprecedensowego wyczynu skromnego, ale jednocześnie obdarzonego ogromnym talentem i hartem ducha, listonosza z Kobylej Góry. Bartłomiej Dolata, bo o nim mowa, był bohaterem kolejnego spotkania z cyklu „Przekroczyć granice”. Licznie zgromadzona w Ostrzeszowskim Centrum Kultury publiczność z wielkim zainteresowaniem wsłuchiwała się w jego wspomnienia, okraszane zabawnymi anegdotami i zaskakującymi wyznaniami. Jego późniejsze wielkie osiągnięcia są bez wątpienia konsekwencją ciężkiej i systematyczne pracy zapoczątkowanej we wczesnym dzieciństwie.
- W szkole się trenowało, troszkę biegało – wspomina. - Później był problem z sercem, ale okazało się, że ja rosłem bardzo szybko, no i serce nie nadążało za moim wzrostem, więc dr Janusz Paleski z Kobylej Góry zalecił mi bieganie. Zaczynałem od 100 metrów, aż doszło do maratonów i więcej. 
Bieganie bardzo szybko stało się życiową pasją pana Bartłomieja. Wykorzystywał każdą nadarzającą się okazję do udziału w rywalizacji. Swego rodzaju przełomem stało się dla B. Dolaty zatrudnienie na stanowisku listonosza. Wiązało się to bowiem z koniecznością pokonywania długich dystansów na rowerze, a to połączeniu z regularnym bieganiem daje znakomity trening do startu w triathlonie. Udział w tego typu zawodach był więc tylko kwestią czasu, choć ze względu na konieczność doszlifowania umiejętności pływackich na duże sukcesy należało trochę poczekać. Kiedy w 1987 roku zajął szóste miejsce w Mistrzostwach Polski uwierzył w swoje siły i postanowił wykonać skok na głęboką wodę, podejmując próbę ukończenia supertriathlonu. Na konkurencję tę składa się blisko 11,5 km pływania, 540 km jazdy na rowerze i ponad 126,5 km biegu. Do wyzwania tego przygotowywał się pełniąc służbę wojskową.
- Poprosiłem w wojsku o urlop taryfowy, który mi się należał. Nikt w gminie nie wiedział o co chodzi – opowiada rekordzista. – Zaprosiłem paru kolegów, którzy mi tam pomogli. Jeden miał mi ogarnąć trasę rowerową, jechać za rowerem jako serwis i tak dalej. Drugi pomasował nogi i razem żeśmy też biegali. W międzyczasie dołączył do tej ekipy Jurek Makles. Jego syn Bartek kręcił materiał z tego potrójnego triatlonu. Byłem wówczas przygotowany do rekordu Europy. Chciałem złamać 45 godzin Francuza, ale w połowie trasy pojawił się transparent „Bartek Dolata mistrzem świata”. Ja powiedziałem, że jeszcze nie, ale wewnątrz od kilku dobrych godzin czułem, że idę na rekord świata. Urwałem z niego godzinę i piętnaście minut, a cały wynik to 38 godzin, 23 minuty i 55 sekund. 
Od 1 do 3 lipca 1988 roku w Kobylej Górze i okolicach trwało wielkie święto. Niemal na każdym kroku B. Dolacie towarzyszyły tłumy rozentuzjazmowanych mieszkańców. Co ciekawe, zaraz po pobiciu Rekordu Świata, korzystając z trwającego jeszcze urlopu, pan Bartłomiej wybrał się na pielgrzymkę z Poznania do Częstochowy. Później natomiast wrócił do jednostki wojskowej i życia, jakie prowadził wcześniej. Świeżo upieczony czempion postanowił iść za ciosem. 23 kwietnia 1989 roku ustanowił rekord świata w dobowej jeździe rowerem, pokonując prawie 738 km, a zaledwie cztery miesiące później poprawił rekord świata w 12-godzinnej jeździe rowerem, przejeżdżając blisko 397 km. Z kolei w lipcu 1990 roku pobił rekord świata w 48-godzinnej nieprzerwanej jeździe na rowerze. Zabrakło tylko jednego. Niepowodzeniem zakończyła się próba pobicia rekordu świata w 5-krotnym triathlonie, i to pomimo, że sam sportowiec jest przekonany, iż był w stanie tego dokonać. Jak twierdzi, komuś wyraźnie zależało na tym, aby nie mógł tego sukcesu wpisać na swoje konto.
- Ponad połowę zrobiłem – podkreśla. - Rekord świata wynosił 111 godzin. Ja wystartowałem bodajże w środę, a w piątek nad ranem zapadła decyzja, że próba będzie przerwana. Decyzja w Międzyborzu. Mogę zapytać, po co ja jeszcze do Kobylej Góry jechałem rowerem, skoro już decyzja zapadła. Jest niedosyt, bo można było to zrobić. Nawet gdybym maszerował, to i tak bym to skończył w stu godzinach na bank.
Należy podkreślić, że poza sportową pasją, pracą i życiem rodzinnym, B. Dolata z wielkim zaangażowaniem oddawał się działalności społecznej jako strażak ochotnik oraz honorowy krwiodawca. Przyniosło mu to wiele nagród i odznaczeń, a także, z może przede wszystkim ogromny szacunek i uznanie lokalnej społeczności. Bez wątpienia pozostaje jednym z najważniejszych ambasadorów gminy Kobyla Góra i powiatu ostrzeszowskiego. 


Fot. Ostrzeszowskie Centrum Kultury 

Autor: lukasz.smiatacz@radiosud.pl