8 marca 2021, 01:10

Teraz

Fakty

A A A

OSTRZESZÓW: Pływalnia wciąż zamknięta. Co dalej?

Jak już informowaliśmy, kryta pływalnia „Oceanik” w Ostrzeszowie pozostaje całkowicie zamknięta, ponieważ Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Poznaniu zaklasyfikowała ją jako aquapark. Zarządzająca obiektem spółka komunalna Zakład Energetyki Cieplnej uważa tę decyzję za niesłuszną, ale nie zamierza dochodzić swoich praw na drodze prawnej. Opublikowane 11 lutego Rozporządzenie Rady Ministrów umożliwiło otwarcie, oczywiście w reżimie sanitarnym, między innymi pływalni. W dokumencie znalazło się jednak zastrzeżenie, zgodnie z którym luzowanie obostrzeń nie dotyczy aquaparków. To zła wiadomość dla osób korzystających z rekreacji w ostrzeszowskim „Oceaniku”. Ku zaskoczeniu zarządców obiektu, wojewódzki SANEPID uznał bowiem, że spełnia on wszelkie warunki, by zaklasyfikować go właśnie jako aquapark.
- Ja osobiście się z tym nie zgadzam - mówi prezes ZEC Artur Derewiecki. - Czytając wyjaśnienia ministerstwa potwierdzają one to co ja sądzę. Decydujący jest wpis do Polskiej Klasyfikacji Działalności. W tej klasyfikacji Kryta Pływalnia „Oceanik” jest wpisana jako basen. W związku z tym nie powinno być żadnych wątpliwości co do tego, że jest to basen, a nie aquapark. To, że są zjeżdżalnie, jest strefa rekreacyjna i jaccuzi wcale nie oznacza, że obiekt jest aquaparkiem. Jest coś, co decyduje o tym w sposób formalny.
Mimo to spółka nie zamierza w tej sprawie wchodzić w spór prawny.
- Sprawa wyglądałaby tak, że byśmy otworzyli, byłby pewnie mandat karny, którego po prostu można byłoby nie przyjąć – przewiduje prezes. - Sprawa trafiłaby do sądu i po kilku miesiącach pewnie dowiedzielibyśmy się, czy to jest basen czy nie, czy zamknięcie i mandat były uzasadnione. Myślę, że nie tędy droga. Nie chodzi o to, żeby się spierać. Chodzi o to, żeby pandemia nie była zagrożeniem dla naszych klientów i my do wszystkich nakazów i zakazów będziemy się stosować.
Przedłużające się zamknięcie to jednak nie jedyny problem związany z ostrzeszowską pływalną. Kolejny to częściowo skorodowany i miejscami przeciekający dach.
- Na ten dach była udzielona gwarancja – podkreśla A. Derewiecki. - Firma wykonująca ten basen dziesięć lat temu nie istnieje, już dawno została zlikwidowana. Producent pokrycia też nie poczuwa się do odpowiedzialności za to, że dach ulega pewnym zniszczeniom. W związku z tym kwestia dochodzenia tego przed sądem jest bardzo ryzykowna, wiąże się  nie tylko z opłatami sądowymi, które wynosiłyby w tym przypadku kilkaset tysięcy złotych, ale też zwrotem kosztów wszystkich ekspertyz. Oceniam, że ta sprawa trwałaby około 5-6 lat , bo trudno przewidywać, że skończyłaby się na wyroku pierwszej instancji. My nie będziemy czekać tyle czasu.
Spółka planuje zatem rozpocząć prace remontowe już wiosną. Szacowany koszt to około 80 tysięcy złotych.

Autor: lukasz.smiatacz@radiosud.pl