25 stycznia 2021, 09:03

Teraz

Rozrywka i oświata

A A A

OSTRZESZÓW: 15 lat w trasie koncertowej na kartach książki

15 lat temu Bartek Borowicz z Ostrzeszowa założył agencję koncertową i zaczął promować mało znanych, ale bardzo zdolnych młodych artystów, nie tylko z Polski, ale także m.in. z Islandii czy Ukrainy. Podsumowaniem tego okresu jest książka, która ma ujrzeć światło dzienne na początku grudnia. Pomysł jej stworzenia narodził się w marcu tego roku i miał ścisły związek z pierwszą falą pandemii. Wprowadzone wówczas obostrzenia spowodowały konieczność odwołania praktycznie wszystkich zaplanowanych koncertów i powstało pytanie – co zrobić z wolnym czasem?
- Zacząłem bardzo nieśmiało pisać książkę – wspomina B. Borowicz. - Ona trafiła do druku jakiś tydzień temu i na Mikołajki ma być wydana. To jest zbiór imprezowo-muzycznych przygód. Nie ma tam jakichś tanich skandali i sensacji, natomiast jest dużo zakrapianych przygód. Dostałem pierwszą recenzję tej książki w „Gazecie Wyborczej”, której dziennikarz napisał „proszę tej książki nie badać alkomatem”. Jest to zbiór anegdot, może felietonów, wspomnień. Jeden rozdział poświęcony jest mojemu Ostrzeszowowi, kawiarni „Baszta” i temu, co się działo wokół tej kawiarni, koncertom i imprezom, które się tam odbywały. Jest kilka pikantnych smaczków, o których piszę po raz pierwszy, na przykład o pewnej znanej wokalistce, która tańczyła nago na dachu mojego samochodu kilka kilometrów stąd, bo tak się nam impreza potoczyła. Ja nie jestem pisarzem, ale mam nadzieję, że ktoś, kto będzie to czytać, przebrnie przez to i kilka razy uśmiechnie się pod nosem.
Połowa liczącego 700 egzemplarzy nakładu została sprzedana jeszcze przed wydaniem. Ponad 300 osób zdecydowało się ją nabyć w ciemno, wspierając finansowo autora i jego firmę. Resztę będzie można kupić za pośrednictwem jednej z księgarni internetowych lub kontaktując się bezpośrednio z B. Borowiczem. W najbliższej przyszłości trudno spodziewać się wydarzeń zasługujących na opisanie w książce. Koncerty nadal nie mogą się odbywać, co dla agencji takich jak Borówka Music oznacza pogłębianie się problemów. Nie oznacza to jednak, że nie dzieje się zupełnie nic.
-Zaczęliśmy robić taką półpartyzancką, tajną akcję pod hasłem „Muzyczne tajne komplety” na cześć tajnego nauczania w czasie II wojny światowej - ujawnia Borowicz. - Organizujemy nielegalne koncerty u ludzi w domach, gdzie ciężko jest się dostać, gdzie przychodzą tylko i wyłącznie zaufane osoby. Nie robimy tam zdjęć, nie nagrywamy tych koncertów. Mam nadzieję, że policja i sanepid przymkną na to oko. Są osoby chętne do kontaktu z drugim człowiekiem i kulturą i ja to rozumiem, bo zostaliśmy od tego odcięci.
Jak wiadomo, straty poniesione przez artystów miały zrekompensować środki przyznane przez Ministerstwo Kultury. Sprawa wywołała jednak tak duże kontrowersje, że wypłaty zostały wstrzymane. Agencja Borówka Music miała dostać nieco ponad 3.300zł.

Autor: lukasz.smiatacz@radiosud.pl