5 marca 2024, 13:09

Teraz

Rozrywka i oświata

A A A

DORUCHÓW: Proces czarownic w świetle nowych dokumentów

Zdawać by się mogło, że o procesie czarownic, a właściwie kobiet oskarżonych niesłusznie o czary w Doruchowie powiedziano i napisano już wszystko. Pojawiło się wiele publikacji na temat wydarzeń sprzed prawie 250 lat, kręcono reportaże, wystawiano inscenizacje. Wciąż jednak brakowało w pełni profesjonalnego naukowego opracowania, będącego w stanie wyjaśnić wątpliwości i uciąć spekulacje. Szansa na to zaistniała dopiero w tym roku, kiedy światło dzienne ujrzał artykuł autorstwa Joanny Lubierskiej, genealoga z Wydziału Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Na podstawie odkrytych przez siebie źródeł ponad wszelką wątpliwość dowiodła ona, że proces miał rzeczywiście miejsce. Ustaliła m.in. jego dokładną datę, a także nazwiska inicjatora, straconych kobiet oraz świadków. Jak się okazuje, do informacji tych dotarła przez przypadek, zajmując się zupełnie innym tematem. Efekty swojej pracy zaprezentowała podczas spotkania pt. "Proces o czary w Doruchowie w 1775 roku w świetle nowych dokumentów" w Gminnym Ośrodku Kultury w Doruchowie.
- Dokumentów dotyczących procesów, a czarownice zazwyczaj stawały przed sądami cywilnymi, a nie kościelnymi, badacze szukają zazwyczaj w archiwum państwowym. Ja znalazłam dokumenty w archiwum kościelnym, w Archidiecezjalnym Archiwum w Poznaniu, w taki zespole, który jest nieoczywisty i nikt pewnie by nie przypuszczał, że tam znaleźć można informacje na temat tego procesu. – ujawnia J. Lubierska. 
Z przeprowadzonych badań wyłania się obraz w znaczący sposób odbiegający od tego, który znaliśmy do tej pory. Podstawą stała się ankiety sporządzone na zlecenie arcybiskupa przez ówczesnego doruchowskiego plebana ks. Lewandowskiego.
- Wiemy na pewno, że nie było to czternaście kobiet, jak się przyjmuje na podstawie przekazu w „Przyjacielu Ludu” z 1835 roku – podkreśla badaczka. - Wiemy, że było to siedem kobiet. Łącznie uwięziono ich osiem, potem jedną wypuszczono, a siedem poniosło śmierć. Z tego co pamiętam, były cztery z Doruchowa i trzy ze Strzyżewa. Proboszcz Lewandowski podał ich nazwiska. Wskazał również inicjatora procesu, którego także odnalazłam, a także bezpośrednich świadków, jak i osoby, które mogły coś na ten temat powiedzieć, miały jakąś wiedzę. 
Proces zainicjował Eustachy Skórzewski, właściciel części miejscowych dóbr, który oskarżył kobiety o czary. Dlaczego to zrobił? To wciąż pozostaje w sferze domysłów. Według ustaleń J. Lubierskiej, w Doruchowie doszło nie do jednego, a dwóch procesów czarownic. Oba zainicjowała ta sama osoba.
- Na pewno wiemy, że w 1762 roku też był inicjatorem procesu – przekonuje J. Lubierska. - Ten pierwszy, jak zwykło się mówić, jest udowodniony. Drugi był problematyczny, bo nie było wiadomo czy faktycznie do niego doszło. 
J. Lubierska nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i zamierza kontynuować swoje badania.

Autor: lukasz.smiatacz@radiosud.pl