29 października 2020, 14:19

Teraz

11°

Rozrywka i oświata

A A A

OSTRZESZÓW: Dzień z Robertem Gonerą

Najpierw, wspólnie z burmistrzem i innymi przedstawicielami społeczności lokalnej, czytał publicznie fragmenty „Balladyny” Juliusza Słowackiego, a kilka godzin później dzielił się wspomnieniami i refleksjami podczas spotkania autorskiego. W czwartek (24 września), na zaproszenie Biblioteki Publicznej gościł w Ostrzeszowie znany i ceniony aktor – Robert Gonera. To pierwszy raz, kiedy „Narodowe Czytanie” w tym mieście uświetniła osoba zajmująca tak wysoką pozycję w polskim środowisku kulturalnym. Sam aktor był również z tego faktu zadowolony.
- Rok temu, jeszcze przed pandemią, brałem udział w „Narodowym Czytaniu” z parę prezydencką, w obecności ministra kultury – powiedział. - Mam nadzieję, że jak się spotkam, tam na górze, jeszcze raz z tym gronem to powiem z dumą, że brałem udział w Ostrzeszowie w tym przedsięwzięciu, które jest, moim zdaniem, istotne. Jest przejawem naszej jedności i kultury, a o to jest coraz trudniej.
Znaczną część spotkania wypełniły wspomnienia z dzieciństwa i młodości. To ważne, ponieważ wiążą się bezpośrednio z tą częścią Polski. R. Gonera pochodzi bowiem z pobliskiej Twardogóry, a przodkowie jego ojca zamieszkiwali na terenie gminy Grabów nad Prosną. Według niego, wywodzenie się z małej miejscowości ma pozytywny wpływ na przyszłość człowieka.
- Mam, w przeciwieństwie do wielu kolegów i koleżanek z Warszawy, taką ogromną satysfakcję małomiasteczkową, która w sobie pielęgnuję – przekonywał. - Ja nie potrzebuję wielkich marzeń, bo to co mi się przytrafia zawsze ociera się o coś znaczącego.
R. Gonera jest doskonale znany kinomanom z wielu ról w znaczących, a wręcz przełomowych polskich filmach. Najbardziej owocna, jak sam przyznaje, była dla niego ostatnia dekada XX wieku. To właśnie wtedy triumfy święciły takie obrazy jak „Samowolka”, „Gry uliczne” oraz „Dług”, w mistrzowski sposób podejmujące ważne i trudne tematy. Później natomiast przyszedł czas serial „M jak miłość”.
- Skala przyjęcia tego przez publiczność, popularności tego mojego Jacka Mileckiego, trudnego adwokata, męża pani Marty to był total, tego się nikt nie spodziewał – uważa aktor.
Co ciekawe, pomimo tak dużych sukcesów na niwie aktorstwa, R. Gonera nie uważa go za swoją pasję.
- Mój stosunek do aktorstwa jest nonszalancki – oświadczył. - Do dzisiaj jest bardziej zawodem niż pasją. Mam pasję do literatury, mam pasję do scenariuszy, do tego połączenia literatury i filmu.
W swojej bogatej, pełnej wzlotów, ale i dotkliwych upadków karierze aktor próbował też reżyserii i produkcji filmowej, a w domowym zaciszu oddaje się literaturze. Dużo czyta, a także zdarza mu się pisać, choć dotąd nie zdecydował się na wydanie książki. Ważną rolę w jego życiu odgrywa ponadto muzyka, co udowodnił, kiedy w finale spotkania chwycił za gitarę. A kim R. Gonera by został, gdyby nie stanął przed filmową kamerą? Bez cienia wątpliwości odpowiedział, że… pilotem. Ma licencję i należy do organizacji zrzeszających ludzi o podobnych zainteresowaniach.


 

Autor: lukasz.smiatacz@radiosud.pl