20 października 2020, 04:58

Teraz

Rozrywka i oświata

A A A

OSTRZESZÓW: „Ninja Warrior” Patryk Puślecki!

Ninja Warrior to telewizyjne show, którego uczestnicy rywalizują na niezwykle trudnym torze przeszkód, testując swoją sprawność, wytrzymałość i hart ducha. Jednym z bohaterów zeszłotygodniowego odcinka był Patryk Puślecki, mieszkaniec gminy Grabów nad Prosną i nauczyciel przedmiotów programistycznych w Zespole Szkół nr 2 w Ostrzeszowie. Jak sam mówi, jego występ to dzieło przypadku.
- Kolega na czacie zaproponował, że może bym się tam zgłosił, więc się zgłosiłem i o tym zupełnie zapomniałem – wspomina. - Po kilku miesiącach produkcja się odezwała, że chcą mnie zaprosić na casting. Ze sportem jestem związany już od bardzo dawna, brałem też udział we freestylowych zawodach kalistenicznych, więc miałem do tego predyspozycje. Myślę, że stąd wzięła się ta sugestia.
Później był casting w jednej z podwarszawskich miejscowości i wreszcie start przed telewizyjnymi kamerami.
- Każda osoba, którą znam, która widziała ten program twierdziła, że ten tor jest banalnie łatwy i chciałem sprawdzić czy tak faktycznie jest. Okazało się, że jednak nie jest tak łatwo – przyznaje pan Patryk. Początkowo wszystko szło zgodnie z planem, czyli bardzo dobrze.
- Pierwsza przeszkoda, czyli tzw. pięć kroków była łatwa, zjazd na suwnicy też był ok. Później był bieg parkórowca, czyli pięć wystających tyczek, po których trzeba było przebiec i ostatecznie wskoczyć na linę. Tam bardzo wielu uczestników spadało. To też udało mi się zrobić.
W końcu jednak przyszedł czas na tzw. „latającą wiewiórę”. Wystarczył drobny błąd i przygoda z programem zakończyła się w basenie z wodą.
- Tutaj niestety moje nawyki z zawodów dały się bardzo we znaki. Na zawodach generalna zasada jest taka, że możemy „bujnąć” się maksymalnie raz do danego elementu. I dokładnie tak zrobiłem, a tutaj, na tych „wiewiórach” niestety trzeba się było bujnąć minimum dwa razy.
P. Puślecki nie traktuje tego jednak jako porażki, wręcz przeciwnie.
- Dla mnie to był ogromny sukces, wiem, że bardzo długo na to pracowałem i wreszcie się udało – zapewnia. - To, że spadłem jest drobnostką, małym kamyczkiem na autostradzie tego, co mnie spotkało. Moje odczucia są jak najbardziej pozytywne. Atmosfera tam jest bardzo przyjazna. Nie było ludzi, którzy by nas do czegokolwiek zmuszali, popędzali czy cokolwiek. Każdy rozumiał, ze jesteśmy w stresie. Atmosferę w szatni mieliśmy super, rozmawialiśmy z chłopakami, grała muzyka, rozciągaliśmy się. Naprawdę to było super.
W związku z tym pan Patryk deklaruje gotowość do podejmowania kolejnych tego typu wyzwań i tylko kwestią czasu wydaje się, kiedy po raz kolejny stanie do rywalizacji w oku kamery.

Autor: lukasz.smiatacz@radiosud.pl