5 marca 2024, 12:55

Teraz

Rozrywka i oświata

A A A

PRZEDBORÓW: 70 urodziny Koła Łowieckiego „Knieja”

19 lipca 1953 roku odbyło się zebranie organizacyjne koła łowieckiego „Knieja”, działającego obecnie na terenie czterech gmin powiatu ostrzeszowskiego. Okrągłą 70 rocznicę tego wydarzenia uczczono podczas uroczystości zorganizowanej 4 listopada w Przedborowie. W tamtejszym ośrodku „Pascha” zebrali się wówczas członkowie „Kniei” oraz innych kół łowieckich z naszego regionu, a także przedstawiciele władz samorządowych. Wszyscy wspólnie świętowali dwa jubileusze, ponieważ w bieżącym roku mija dokładnie sto lat od powstania Polskiego Związku Łowieckiego. Ważną, a wręcz przełomową datą jest także 29 października 1952, kiedy to ukazał się dekret prezydenta RP o prawie łowieckim, nakładający na wszystkie osoby zamierzające polować obowiązek przynależności do Polskiego Związku Łowieckiego. Funkcjonujące do tego momentu stowarzyszenia łowieckie zostały rozwiązane i zastąpione przez koła łowieckie.
- U nas w „Kniei” było tak, że tereny, na których działamy, należały do kilku dzierżawców – przypomina prezes koła Adam Wypchło. - W związku ze statutem nastąpiło rozwiązanie tych wszystkich umów i w lipcu 1953 roku było zebranie założycielskie w Gminnej Radzie Narodowej, na którym powołano do życia Koło Łowieckie „Knieja” nr 41 z siedzibą w Przedborowie. 
Na czele historycznego, pierwszego zarządu stanął Władysław Szmaj, którego pasja przechodzi z pokolenia na pokolenie. Jego wnuk – Ziemisław - jest obecnie skarbnikiem Koła „Knieja”.
- Jak pamiętam, zawsze u dziadka poszanowanie przyrody było na pierwszym miejscu – podkreśla. - Mój dziadek wprowadzał mnie w arkan chodzenia na polowania, żeby pokazać, w jaki sposób trzeba obserwować zwierzęta. Z kolei ojciec stwierdził, że warto by było, żebym zarobił sobie parę złotych, więc mógłbym chodzić w nagonce. Prawdę mówiąc najpierw miałem duży opór. Będąc dzieckiem stwierdziłem, że dokarmianie – jasne, obserwowanie zwierząt – jak najbardziej. Moja pasja rozwinęła się w kierunku umiłowania przyrody, niekoniecznie w kierunku pozyskiwania zwierząt. Dopiero w pewnym momencie w jakiś sposób to zaskoczyło, kiedy byłem już na studiach. Ojciec zapytał, czy czasami nie chciałbym jednak wziąć udziału w egzaminie łowieckim. Zdecydowałem, że spróbuję bo, jak mawiał mój dziadek, w łowiectwie byli porządni ludzie, ci co lubią przyrodę i potrafią nią zarządzać. Poczułem wtedy, że można pozyskiwać zwierzęta, niekoniecznie je krzywdząc, a wręcz przeciwnie, dbając o nie. 
Aktualnie na liście członków i rezydentów „Kniei” widnieją 64 nazwiska. Jak do nich dołączyć? Nie jest to łatwe.
- Należy złożyć do koła podanie o przyjęcie na staż – wyjaśnia A. Wypchło. - Trzeba odbyć roczny staż, wykonywać prace społeczne, zapoznać się z łowiskiem, z etyką, z zasadami. Taki kandydat otrzymuje opiekuna, który prowadzi go przez ten rok, a także musi jeździć na kursy. Po zaliczeniu stażu wypełnia mu się tak zwany dzienniczek i jeżeli zda egzamin, to w pewnym stopniu jest już myśliwym, ale samo zdanie egzaminu nie gwarantuje jeszcze przyjęcia do koła. 
Wymagane są jeszcze badania i oczywiście uzyskanie pozwolenia na broń, choć należy z całą stanowczością podkreślić, że udział w polowaniach to jedynie część rozległej działalności myśliwych.
- Myśliwi są bacznymi obserwatorami tego, co się dzieje złego w przyrodzie, w populacji danych zwierząt – zaznacza Z. Szmaj. - Teraz dużym wyzwaniem w naszym regionie są wilki. Już dzisiaj usłyszałem kilka opowieści na temat spotkań z nimi. Myślę, że warto poszerzać wiedzę na ten temat, a nie stereotypy. 
Doniosły jubileusz stał się okazją wyróżnienia najbardziej zasłużonych działaczy koła. Złoty Medal Zasługi Łowieckiej odebrał z rąk łowczego okręgowego Aleksandra Belli - Henryk Kędzia.
- Przede wszystkim jest to uhonorowanie mojej, ponad sześćdziesięcioletniej przynależności do Polskiego Związku Łowieckiego – powiedział. - Tak się składa, że zaczynałem jako bardzo młody człowiek. Do PZŁ wstąpiłem mając 19 lat. Byłem w różnych kołach łowieckich, najdłużej, bo 50 lat właśnie w „Kniei”.
H. Kędzia przez wiele lat pracował jako leśnik, łącząc zawodowe obowiązki z przyrodniczą pasją.
- Zawsze, przez całe swoje życie łowieckie walczyłem o dobro zwierzyny, o dobro koła – przekonuje. - Wykonywałem wszystko w czynie społecznym, nie tak jak teraz, kiedy się płaci. Wykonywałem usługi nie tylko własną pracą, byłem podłowczym, ale również własnym ciągnikiem wykonywałem buchtowiska i nęciska. Wielu kolegów, z którymi pracowałem, odeszło już do krainy wiecznych łowów, zostałem sam (…) Dziękuję prezesowi i zarządowi koła za pamięć oraz kolegom i koleżankom myśliwym, którzy głosowali za przyznaniem mi tego odznaczenia. Przyjmuję je jako wezwanie do dalszej pracy, ale możliwości są ograniczone.
Na koniec do wszystkich osób zrzeszonych w Kole „Knieja” kierujemy z okazji jubileuszu 70-lecia tradycyjne myśliwskie pozdrowienie „Darz bór”.

Autor: lukasz.smiatacz@radiosud.pl