10 lipca 2026, 19:57

Teraz

22°

Sport

A A A

KICKBOXING: Wieczór walk pod ostrzeszowską Basztą

To z pewnością jedno z tych wydarzeń sportowych organizowanych w Ostrzeszowie, które dostarczają największej dawki emocji. W sobotę (6 czerwca) już po raz czwarty pod ostrzeszowską Basztą odbywał się wieczór walk pod hasłem Kick-Boxing Champions Night. W jego ramach rozegrano dziewięć pojedynków, w których rękawice krzyżowali zarówno dobrze znani i utytułowani kickbokserzy, jak również ci chcący pójść w ich ślady. Nie zawiedli reprezentanci Kick Boxing Club przy LZS Siedlików, wygrywając większość pojedynków i wywołując aplauz licznie zgromadzonej publiczności. Na dobry początek Maksymilian Klein jednogłośnie na punkty pokonał Kubę Dutkiewicza z Quick Shot Częstochowa. W drugim starciu Marcin Raszewski, zawodnik Klubu Kick-Boxing Raszków, również 3:0, wygrał z Kamilem Kowalikiem z Prosny Kalisz. Przypomnijmy, że Marcin to zdobywca Pucharu Świata Juniorów w kickboxingu.
- To była dość inspirująca historia – przyznaje. - Każdy mi to odradzał, nawet trener nie był do końca przekonany, ale ja w to wierzyłem. Tak naprawdę pojechałem sam i goniąc za swoimi marzeniami wygrałem. Trzy naprawdę ciężkie walki. Wszystkie były na żyletki, ale dałem z siebie wszystko i zdobyłem to. Jestem z siebie bardzo dumny. Codziennie sobie przypominam i to mnie napędza do dalszej pracy. To jest piękna historia, tak naprawdę największe moje osiągnięcie.
Wynikiem 3:0 zakończyła się walka Mateusza Maciaczyka z Dominikiem Zelasko, reprezentującym GKS Fighter Trzebnica. I to pomimo że ostrzeszowianin w ostatnich miesiącach nie pojawiał się w ringu zbyt często.
- No niestety, zbyt aktywny nie byłem w ostatnim czasie, ale nie przejmuję się tym, byłem cały czas w treningu – powiedział nam M. Maciaczyk. - Może tego obycia ringowego trochę zabrakło przez ten rok, bo stoczyłem tylko jedną lub dwie walki, ale totalnie się tym nie przejmuję.
Tym razem w ostrzeszowskiej gali nie uczestniczył jako zawodnik młodszy brat Mateusza – Eryk. Ich wspólna sportowa pasja trwa już od wczesnego dzieciństwa i jest jednym z głównych elementów budujących ich braterską więź.
- Z początku była to piłka nożna, ona dominowała – wspomina Mateusz. - Grałem w piłkę dość długo. Eryk też zajawił się piłka nożną. Później, w związku z tym, że wyjeżdżałem do pracy zabrakło mi czasu na piłkę nożną. Kickboxing jest bardziej elastycznym sportem. To się przerodziło w taką zajawkę na co dzień.
W pewnym momencie Eryk postanowił pójść w ślady starszego brata.
- Obserwowałemw z boku brata, który trenował. Rękawice, worek… Złapałem po nim pasję. Zaczęliśmy trenować razem i tak to się przez ostatnie lata toczyło. Obecnie przez obowiązki zawodowe nie trenuję na miejscu, ale jeszcze do niedawna trenowałem i zawsze się z bratem wspieraliśmy i razem szlifowaliśmy formę. Tam gdzie brat tam jestem ja i na odwrót. Staramy się po prostu, żeby każdy się od siebie uczył, zbierał pozytywne wzorce i razem pniemy się na szczyt.
Kolejne zwycięstwa dopisali na swoje konta Mohamed Abdelkhair, pokonując Błażeja Ziołańskiego z Prosny Kalisz; Dawid „Hasik” Krysiak z Respect Team Ostrów Wielkopolski, po zwycięstwie nad Damianem Zyberem z GKS Fighter Trzebnica; Jakub Baraniak z Husarii Wieruszów, który nie dał większych szans Michałowi Królowi oraz Jakub Bininda, lepszy w konfrontacji z Jakubem Nowakiem z GKS Fighter Trzebnica. Najbardziej efektowne zwycięstwo tego wieczoru odniósł jednak Kewin Prymas. Wystarczyło mu zaledwie 45 sekund, aby posłać na deski Michała „Bartolo” Bartosika. Wyczyn ten spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem publiczności, która liczyła bez wątpienia na to, że w ślady K. Prymasa pójdzie także Tomasz Przybylski, podobnie jak w poprzednich latach uczestniczący w walce wieczoru. Tym razem przyszło mu mierzyć się z Piotrem Stefaniakiem, zawodnikiem Fight Point Biała Podlaska, reprezentantem Polski w muay thai.
- Nastrój jest dużo lepszy niż rok wcześniej – stwierdził przed walką T. Przybylski. - Wydaje się, że jestem lepiej przygotowany, nastawienie jest lepsze. Nie mogę się doczekać, chcę się sprawdzić, mocno się przygotowywałem. Po drodze stoczyłem już jedną walkę, był mały sprawdzian. Poprzednie przygotowania przeciągnęliśmy o kolejne do tej walki. Pierwszy raz mam kontakt z tym chłopakiem. Trenera kojarzę, jest bardzo dobry. Widziałem dwie walki w internecie. Fajnie boksuje, idzie do przodu, nie boi się. Myślę, że razem damy fajne widowisko.


Tak też się stało. Zgodnie z przewidywaniami Stefaniak postawił Przybylskiemu bardzo trudne warunki i okazał się niezwykle wymagającym przeciwnikiem. Ostatecznie jednak, decyzją sędziów, musiał uznać wyższość ulubieńca ostrzeszowskiej publiczności. T. Przybylski przekonuje, że występy we własnym mieście wiążą się wyłącznie z korzyściami.
- Mobilizacja i komfort, że jest to na miejscu – podkreśla. - Nie trzeba wyjeżdżać i przejeżdżać pół Polski, spać po hotelach. Zdecydowanie duży komfort jeśli chodzi o posiłki. Jem co sobie przygotuję, a nie to co dadzą w restauracji. To jest dla mnie super sprawa.
Jak przekonuje organizator Kick-Boxing Champions Night Radosław Radomski, priorytetem jest odpowiedni dobór rywali. Głównie dzięki temu można liczyć na poziom sportowy gwarantujący wysoki poziom emocji.
- Zestawienia są tak ustawione, żeby walki były emocjonujące i wyrównane – wyjaśnia Radomski. - Nie we wszystkich wypadkach było łatwo zestawić zawodników, ze względu na poziom. Jest końcówka sezonu i niektórzy zawodnicy już zakończyli rywalizację, niektórzy wypadali przez kontuzje. Mamy dwa pojedynki, które musieliśmy na szybko zamienić. Na szczęście się udało, bo było zagrożenie, że któraś walka wypadnie. Mamy przede wszystkim zawodników typowo lokalnych, którzy konfrontują się z zawodnikami z całej Polski. Tak staramy się ułożyć kartę, aby powstał mecz gospodarze-goście. Część to mieszkańcy Ostrzeszowa, a część to zawodnicy reprezentujący barwy naszego klubu. Ten sezon jest bardzo dobry w naszym wykonaniu. Zwiększyliśmy liczbę startujących zawodników, wyniki są.
Ostrzeszowska gala ma już ugruntowaną pozycję na liście tego typu wydarzeń w naszym regionie.
- Nie ukrywam, że logistyka tego miejsca uniemożliwia nam poszerzenie tej gali – dodaje R. Radomski. - Sportowo jest to na naprawdę wysokim poziomie. Organizacyjnie, tak jak widać, też. Wiadomo, że nie będziemy się ścigać z największymi federacjami zawodowymi, gdzie wchodzą w grę naprawdę duże pieniądze. Nie dysponujemy takim budżetem, ale liczymy, że to będzie bardzo fajna, mocna impreza, przede wszystkim dla lokalnych mieszkańców.
Najlepszym wskaźnikiem zainteresowania imprezą jest oczywiście frekwencja na widowni, a o tą od samego początku organizatorzy Kick-Boxing Champions Night nie muszą się martwić.

Autor: lukasz.smiatacz@radiosud.pl